Złota Lista / Od 16 lat / Co czytać

Wielki przypływ

 

Europa naprawdę nie jest w stanie rozwiązać tego problemu? Naprawdę?!”

Na Lampedusie, maleńkiej włoskiej wyspie pomiędzy Sycylią a Afryką, nie ma już miejsca na ciała kolejnych uchodźców. Obrazu nieszczęść dopełnia portowe cmentarzysko zatopionych łodzi, którymi płynęli. „Na Lampedusie nie ma już uchodźców” – głoszą media. „Mam uchodźców prawie codziennie”, stwierdza doktor Bartolo, który od 1991 roku nie opuścił ani jednego transportu, w dzień ani w nocy. „Do tego nie da się przyzwyczaić” – mówi „na granicy płaczu”, choć uchodzi za twardziela. Pomaga, „bo tak trzeba”. Jest lekarzem imigrantów – martwych i żywych, wycieńczonych, odwodnionych, załamanych psychicznie.

Poznajemy historię wyspy, będącej niegdyś kolonia karną. I jej mądrych, współczujących mieszkańców – artystę Giacoma, gromadzącego w swoistym muzeum przedmioty pozostałe po imigrantach… listy, Koran, łyżki, klucze francuskie, ładowarki. Proboszcza Lampedusy, który potrząsa naszymi sumieniami: „widzą Europę, w tym Lampedusę, jako krainę dobrobytu, pokoju, wolności. I to w tej chwili musisz zmierzyć się z tym wyobrażeniem, jakie mają o tobie”. Byłego burmistrza Lampedusy, pielęgniarkę żółwi…

Dlaczego bogate kraje nie zorganizują mostu humanitarnego dla uchodźców, lecz pozwalają, by byli okradani przez bezwzględne mafie, które organizują „przerzuty do Europy”, do której tak wielu nie dotrze? „Wstrząsu nie przyniosła nawet śmierć tych 366 osób, które utonęły 3.10.2013 roku, trzy dni po moim wyjeździe”, stwierdza z goryczą, odwiedzając dwa lata później Lampedusę, autor Wielkiego przypływu – niewielkiej książki, której nie da się zapomnieć. „Za migawką obejrzaną w wiadomościach nie idzie przeżycie, które jątrzy, nie daje spokoju, nie pozwala spać. I wtedy nic się nie zmienia. A musi się zmienić, bo to niepojęte, że to wszystko dzieje się w XXI wieku”. Dramat trwa.

Dorota Koman

Polecamy również